PCPR, kartoteki i komisja. Życie z SM i polska rzeczywistość potrafią wykończyć bardziej niż choroba



 

14 maja 2026

PCPR, kartoteki i komisja. Życie z SM i polska rzeczywistość potrafią wykończyć bardziej niż choroba

Najgorsze w stwardnieniu rozsianym nie zawsze są objawy SM. Czasem bardziej wykańcza człowieka walka z papierami, terminami i urzędami.
Kiedy człowiek żyje z SM, ma dość własnych problemów zdrowotnych. A mimo to musi jeszcze prosić się o dokumentację, tłumaczyć i stresować przed komisją. To historia o tym, jak wyglądało moje załatwianie kartotek do PCPR i komisji dotyczącej stopnia niepełnosprawności.






Wniosek o stopień niepełnosprawności i początek problemów

10 stycznia złożyłem wniosek o ustalenie stopnia niepełnosprawności.
Po czasie dostałem pismo z PCPR, że mam dostarczyć:

  • ostatnie orzeczenie o stopniu niepełnosprawności,

  • kartoteki neurologiczne,

  • kartoteki okulistyczne,

  • wypisy ze szpitala,

  • inne dokumenty mogące pomóc w ustaleniu stopnia niepełnosprawności.

I tutaj zaczęła się cała „przygoda”.

W jednej z poradni dowiedziałem się, że oni właściwie nie mają obowiązku wydawania mi kartotek, bo o dokumentację powinien występować organ ustalający niepełnosprawność.

No ale dobra. Człowiek chce wszystko załatwić normalnie.
Załatwiłem kartotekę okulistyczną. Złożyłem też wniosek o kartotekę neurologiczną.

I wtedy zaczęły się schody.

„Panie Michale, my nie możemy wydać ksera kartoteki…”

Usłyszałem w poradni:

„Panie Michale, my nie możemy wydać ksera kartoteki. Kartoteka musi iść do sekretariatu, oni robią kopię i wysyłają albo można odebrać osobiście.”

Pomyślałem — okej, poczekam kilka dni.

Minęły dwa tygodnie.
Kartoteki dalej nie było.

Dzwonię więc do poradni SM i pytam, co z dokumentami.

Słyszę:

„To niemożliwe, że pan jeszcze ich nie dostał. Kartoteka już dawno wróciła z kancelarii.”

Tłumaczę, że kończy mi się termin dostarczenia dokumentów do PCPR.
Dostałem numer do sekretariatu i polecenie, żeby tam wyjaśniać sprawę.

Sekretariat, brak dokumentów i kolejne czekanie

Dzwonię do sekretariatu.

Pani mówi, że wszystko, co było kserowane, zostało wysłane i nie ma żadnej dokumentacji na moje nazwisko.

W tym momencie człowiek już nie wie, czy się śmiać, czy denerwować.

Bo z jednej strony słyszę, że kartoteka wróciła do poradni SM, a z drugiej — że niczego nie ma.

Powiedziano mi, że mam złożyć kolejny wniosek o wydanie kartoteki.
Z „łaski” mogłem zrobić to mailowo, żebym nie musiał jechać 80 kilometrów.

Napisałem więc kolejnego maila.
Dopisałem, że sprawa jest bardzo pilna.

I znowu czekanie.

Dwa tygodnie.

Życie z SM to już wystarczający stres

W międzyczasie zadzwonili do mnie z PCPR i pytali, co z brakującą kartoteką.

Powiedziałem prawdę — że czekam już drugi tydzień na pilną przesyłkę i mam nadzieję, że zaraz dojdzie.

PCPR zapytał wtedy, czy mogą ustawić komisję na wtorek za tydzień.

Zgodziłem się.
Byłem przekonany, że dokumenty przez tydzień spokojnie dojdą.

Komisję miałem wczoraj.

I wiecie co jest najgorsze?
Że przy stwardnieniu rozsianym człowiek i tak żyje w ciągłym napięciu.

Objawy SM, zmęczenie przy SM, stres, problemy neurologiczne — to wszystko już siedzi w głowie i ciele każdego dnia. A potem dochodzi jeszcze walka z papierologią.

Kartoteka przyszła… dwie godziny przed komisją

Dzień przed komisją rano napisałem kolejnego maila do sekretariatu.

Spytałem, co dzieje się z kartoteką, bo następnego dnia mam komisję i drugi raz czekam bardzo długo na dokumenty.

W odpowiedzi dostałem informację, że przesyłka została wysłana… 10 marca 2015 roku.

Tak, dobrze czytacie.

Zażądałem potwierdzenia nadania.

Nie dostałem go.

Za to następnego dnia listonosz przyniósł dokumenty, na które tyle czekałem.

Dwie godziny przed komisją.

Naprawdę.

Największy absurd?
Na kopercie był datownik poczty z 16 marca, a nie z 10 marca, jak wcześniej mnie zapewniano.

Napisałem więc maila z podziękowaniem za „ekspresowe” załatwienie sprawy i zwróciłem uwagę na datę nadania.

„Kartoteka była w dyrekcji”

W odpowiedzi sekretariat napisał, że 10 marca kopia została przesłana do dyrekcji szpitala przy ulicy Traugutta.

Czyli według tego dokumentacja leżała gdzieś po drodze i nikt jej wcześniej nie wysłał.

Dziwnym trafem przesyłka została nadana dopiero po moim poniedziałkowym mailu.

Przypadek?
Nie wiem.

Ale wiem jedno.

Człowiek chory na stwardnienie rozsiane naprawdę nie potrzebuje dodatkowego stresu i biegania za dokumentami do ostatniej chwili.

Stres a SM — o tym mało się mówi

Dużo mówi się o tym, jakie są objawy SM.
Mówi się o leczeniu, rehabilitacji, zmęczeniu czy problemach neurologicznych.

Ale mało mówi się o tym, jak bardzo wykańcza zwykła codzienność.

Telefony.
Terminy.
Pisma.
Proszenie się o własną dokumentację.

A przecież stres a SM to bardzo złe połączenie.

Po takich akcjach człowiek jest psychicznie wykończony bardziej niż po niejednym rzucie choroby.

I czasem mam wrażenie, że osoby chore muszą mieć siłę nie tylko do walki z chorobą, ale też z całym systemem.

Takie rzeczy tylko w Polsce?

Nie wiem.

Może ktoś miał gorzej.
Może ktoś miał lepiej.

Ale wiem jedno — jeśli człowiek czeka tygodniami na dokumentację medyczną, dostaje sprzeczne informacje i odbiera ważne papiery dwie godziny przed komisją, to coś tutaj jest mocno nie tak.

Życie z SM jest wystarczająco trudne bez takich dodatkowych „atrakcji”.

I chyba właśnie to boli najbardziej.

A jak to wyglądało u Was?

Mieliście kiedyś podobne problemy z dokumentacją, komisją albo urzędami przy SM?

Zostań na blogu 💙

Jeśli interesują Cię prawdziwe historie o życiu ze stwardnieniem rozsianym, objawach SM i codziennych problemach, przeczytaj też inne wpisy na blogu.


Wsparcie

Jeśli chcesz wesprzeć moje działania i blog o życiu z SM:

Fundacja Avalon
KRS: 0000270809
Cel szczegółowy: Kałka 3424

Można też wysłać SMS o treści: POMOC 3424 na numer 75165.


W następnym wpisie…

Zmęczenie przy SM to temat, który ma wiele twarzy.
U mnie zaczęło się też łączyć z czymś, o czym długo nie mówiłem głośno.

Jelita. Wypróżnianie. Samopoczucie.

I pytanie, czy problemy z wypróżnianiem mogły wpływać u mnie na zmęczenie, humor i codzienne funkcjonowanie przy stwardnieniu rozsianym.

To będzie bardzo osobisty wpis.
Bez porad medycznych. Bez udawania.
Tylko moje doświadczenie z życia z SM.

Zostań na blogu — ciąg dalszy już w kolejnym wpisie.


Ważna informacja

Piszę tutaj tylko o swoim życiu i swoim doświadczeniu ze stwardnieniem rozsianym (SM).
Nie jestem lekarzem. Nie stawiam diagnoz i nie daję porad medycznych.

To, co działa u mnie, nie musi działać u innych. Każdy podejmuje decyzje na własną odpowiedzialność.

Jeśli masz problemy zdrowotne albo wątpliwości — skonsultuj się z lekarzem.


Meta opis SEO

Problemy z kartoteką medyczną, PCPR i komisją przy SM. Prawdziwa historia o stresie, urzędach i życiu ze stwardnieniem rozsianym.

5 alternatywnych tytułów

  1. SM, PCPR i komisja. Kartotekę dostałem 2 godziny przed komisją

  2. Życie z SM i walka z urzędami. Tego stresu miałem już dość

  3. Stwardnienie rozsiane i komisja. Papierologia wykańcza bardziej niż choroba

  4. Kartoteka medyczna przy SM? Tygodnie czekania i chaos

  5. Stres a SM. Jak wyglądała moja walka o dokumenty do PCPR

Hashtagi

#SM #StwardnienieRozsiane #ŻycieZSM #ObjawySM #Niepełnosprawność




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rehabilitacja przy SM. Dziś nogi dostały wycisk, ale pojawiła się też nadzieja

Stwardnienie rozsiane, którego podobno nie mam. 30 lat szukania odpowiedzi

SM i ćwiczenia z gumami – pierwszy raz od dawna poczułem prawdziwy progres