Dwa lata bez rzutu SM i nowa rehabilitantka. To daje mi nadzieję 03,10,2017
Dwa lata bez rzutu SM i nowa rehabilitantka. To daje mi nadzieję
03,10,2017
Podsumowanie
Minęły już dwa lata od ostatniego rzutu stwardnienia rozsianego, który posadził mnie na wózku. To dla mnie ważna rocznica i powód do radości. Choć mam wrażenie, że choroba nadal powoli postępuje, to jednocześnie pojawiła się nowa rehabilitantka i nowa motywacja do dalszej walki o sprawność.
Dwa lata od ostatniego rzutu
Hej! 😊
Jak zauważyliście, dawno nic nie pisałem.
Muszę Wam się pochwalić, że minęły już dwa lata od ostatniego rzutu stwardnienia rozsianego, który posadził mnie na wózku.
Nie będę jednak ponownie opisywał samego rzutu. Jeśli ktoś chciałby przeczytać o tamtym okresie, wystarczy cofnąć się do wpisów z września 2015 roku.
Powiem tylko jedno.
Bardzo się cieszę, że przez te dwa lata nie pojawił się kolejny rzut.
Już nie żyję w ciągłym strachu
Rok temu wyglądało to zupełnie inaczej.
Wręcz chorobliwie obserwowałem swój organizm i próbowałem wychwycić każdy sygnał, który mógłby świadczyć o zbliżającym się rzucie.
Każde potknięcie, każdy słabszy dzień i każda zmiana budziły niepokój.
Dziś podchodzę do tego spokojniej.
Nie sprawdzam się już bez przerwy.
Nie żyję w ciągłym lęku.
I wiecie co?
Rzutu nie było i nadal go nie ma.
Mam jednak pewne obawy
Nie oznacza to jednak, że wszystko jest idealnie.
Porównując swoje obecne funkcjonowanie do okresu sprzed rzutu w 2015 roku, mam wrażenie, że moja kondycja jest słabsza.
Zdarza się, że nogi są bardziej zmęczone, chodzenie wymaga większego wysiłku, a organizm nie reaguje już tak jak kiedyś.
Coraz częściej zastanawiam się, czy moja postać rzutowo-remisyjna nie zmieniła się we wtórnie postępującą.
Dla osób mniej zaznajomionych z tematem oznacza to sytuację, w której choroba stopniowo postępuje nawet bez wyraźnych rzutów.
Oczywiście są to tylko moje obserwacje i przypuszczenia.
Ostateczną ocenę może postawić jedynie neurolog.
Nowa rehabilitantka i nowe możliwości
Przechodząc do przyjemniejszych wiadomości...
Moja poprzednia rehabilitantka przestała mnie odwiedzać z powodów osobistych.
Ostatni raz była u mnie w lutym 2017 roku.
Od dwóch tygodni współpracuję jednak z nową rehabilitantką.
I mogę mówić o niej wyłącznie w samych superlatywach. 😊
Na początku zajęła się rozmasowaniem nóg oraz pleców, które od dłuższego czasu sprawiają mi problemy.
Dodatkowo rozpoczęliśmy ćwiczenia metodą PNF.
Mam nadzieję, że pomogą mi poprawić sprawność i utrzymać jak najlepszą kondycję.
Ćwiczę również sam
Oprócz spotkań z rehabilitantką nadal ćwiczę samodzielnie.
Staram się trenować pięć dni w tygodniu.
Pozostałe dwa dni przeznaczam na odpoczynek i regenerację mięśni.
Z doświadczenia wiem, że organizm potrzebuje zarówno ruchu, jak i odpoczynku.
Mam nadzieję, że regularna praca przyniesie efekty i pozwoli mi jak najdłużej zachować samodzielność.
Na zakończenie
Dwa lata bez rzutu to dla mnie ważny powód do radości.
Choć nie wszystko wygląda idealnie, staram się skupiać na tym, co dobre.
Mam nową rehabilitantkę, regularnie ćwiczę i nadal walczę o swoją sprawność.
A to oznacza, że nie składam broni.
Pozdrawiam Was serdecznie i do usłyszenia wkrótce! 😊
Pytanie do Czytelników
Jak długo udało Wam się funkcjonować bez kolejnego rzutu SM i co najbardziej pomagało Wam utrzymać dobrą formę?
Meta opis SEO
Dwa lata bez rzutu stwardnienia rozsianego. Moje przemyślenia o SM, nowej rehabilitantce, ćwiczeniach metodą PNF i codziennej walce o sprawność.


Komentarze