Cztery szwy po spotkaniu z drzwiami. Czasami wystarczy sekunda nieuwagi
Cztery szwy po spotkaniu z drzwiami. Czasami wystarczy sekunda nieuwagi
05,11,2017
Podsumowanie
Przez ostatnie dwa tygodnie niewiele się odzywałem. Powód był prosty — zaliczyłem dość nieprzyjemny wypadek w domu. Jedna chwila nieuwagi, szklane drzwi i skończyło się wizytą na ostrym dyżurze oraz czterema szwami. Przy okazji przekonałem się, że czasem warto bardziej słuchać rehabilitantki niż własnego uporu.
Dawno mnie nie było
Hej 😊
Jak się macie?
Znowu trochę mnie tutaj nie było. Myślę, że minęły dobre dwa albo trzy tygodnie od ostatniego wpisu.
Powód jest dosyć prosty.
Miałem mały wypadek w domu.
No dobrze... może nie taki mały. 😄
Spotkanie z szybą
Mniej więcej dwa tygodnie temu wpadłem w szybę w drzwiach.
Na szczęście nie głową.
Tym razem oberwał tyłek.
Był wieczór, było już ciemno. Wszedłem do pokoju i chciałem zapalić światło.
Problem polega na tym, że włącznik mam za drzwiami. Takie uroki starych instalacji. Najpierw były drzwi, później elektryka i trzeba było sobie jakoś radzić.
Zamknąłem drzwi, sięgnąłem do włącznika i zapaliłem światło.
Kiedy odwracałem się do pokoju, coś poszło nie tak.
Do dziś nie wiem, czy nogi się ugięły, czy po prostu za bardzo wychyliłem się do tyłu.
W jednej chwili oparłem się o szybę.
Huk, szkło i upadek
Próbowałem ratować sytuację, łapiąc się drzwi rękami.
Niestety szyba miała inne plany.
Najpierw usłyszałem trzask.
Potem potężny huk.
A chwilę później wszędzie było pełno szkła.
Poleciałem na kolana do pokoju.
Jeden z kawałków szkła zdążył mnie nawet wyprzedzić i wylądował na nodze.
Kiedy upadłem na ręce, dodatkowo docisnąłem szkło ciężarem własnego ciała.
Nie będę ukrywał.
Cała sytuacja wyglądała znacznie gorzej niż brzmi.
Ostry dyżur i cztery szwy
Skończyło się wizytą na ostrym dyżurze.
Lekarze oczyścili ranę i założyli cztery szwy.
Na szczęście nic poważniejszego się nie wydarzyło.
Obecnie rana nadal się goi, choć od wypadku minęło już szesnaście dni.
Powoli wszystko wraca do normy.
Kto miał rację?
W poniedziałek byłem na kontroli.
Przy okazji zapytałem lekarza, czy mogę wrócić do rehabilitacji.
Usłyszałem, że nie ma przeciwwskazań.
Pomyślałem więc, że skoro lekarz pozwala, to zrobię lekką rehabilitację z rehabilitantką.
Problem w tym, że ona była przeciwnego zdania.
Twierdziła, że z ćwiczeniami wysiłkowymi powinienem jeszcze trochę poczekać, aż rana lepiej się zagoi.
Jak się później okazało...
Miała rację.
Morał tej historii
Po ćwiczeniach szybko przekonałem się, że organizm nie był jeszcze gotowy na większy wysiłek.
I właśnie tutaj pojawia się morał tej historii.
Za głupotę czasami trzeba płacić.
A za własny upór również. 😉
Następnym razem chyba trochę dokładniej posłucham rehabilitantki.
W końcu doświadczenie podpowiada jej więcej niż moje chwilowe przekonanie, że "przecież dam radę".
Na zakończenie
Na szczęście wszystko skończyło się tylko na kilku szwach i solidnej lekcji pokory.
Mogło być zdecydowanie gorzej.
Teraz pozostaje cierpliwie poczekać, aż noga całkowicie się zagoi, i wrócić do regularnej rehabilitacji.
Mam nadzieję, że kolejne wpisy będą już dotyczyły wyłącznie postępów, a nie spotkań ze szklanymi drzwiami. 😄
Pozdrawiam serdecznie!
Pytanie do Czytelników
Czy Wam również zdarzyło się kiedyś przez chwilę nieuwagi narobić sobie więcej problemów niż przez całą chorobę?
Meta opis SEO
Wypadek w domu, cztery szwy i przerwa w rehabilitacji. Moja historia pokazuje, jak jedna sekunda nieuwagi może skomplikować życie ze stwardnieniem rozsianym.
Hashtagi
#StwardnienieRozsiane #SM #ŻycieZSM #RehabilitacjaSM #Niepełnosprawność #CodziennośćZSM


Komentarze